Veloart tv - wywiad z Przemkiem Niemcem

wtorek, 4 grudnia 2018

Przemek Niemiec w wywiadzie z Adamem Proboszem o końcu kariery kolarza zawodowego, przyjaźni z Michele Scarponi, rodzinie, motoryzacji i swoim patencie na... zjeżdżanie w dół.

W cyklu wywiadów, które poprowadzi Adam Probosz - dziennikarz i komentator kolarstwa w Eurosport i Tur De Tur spotkacie gwiazdy World Tour'u, byłych kolarzy czy po prostu ludzi, którzy na co dzień "oddychają" kolarstwem. Niesamowite historie, kolarski świat widziany "od kuchni" czy porady, których nie usłyszycie nigdzie indziej - to tylko przedsmak naszego cyklu kolarskich wywiadów. Dopiero się rozkręcamy!

Zobacz odcinek VeloartTV / subskrybuj nasz kanał YouTube

 

Nie możesz obejrzeć odcinka? Przeczytaj zapis tekstowy:

Cześć, nazywam się Adam Probosz, a Ty oglądasz Veloart TV. To będzie nasza rozmowa numer jeden. Moim rozmówcą będzie dzisiaj Przemek Niemiec. Witam, witam wszystkich. Muszę to powiedzieć: były kolarz zawodowy, który zakończył karierę, ale dziś porozmawiamy sobie właśnie trochę o tym zakończeniu kariery, troszkę jeszcze powspominamy tego, co działo się na rowerze. Wspomnimy też przyjaciela Przemka Niemca - Michele Scarponiego, a na zakończenie Przemek poda Wam swój patent na.. na co? Na zjeżdżanie w dół. Na zjeżdżanie. W górę się nie zjeżdża Przemek. Zapraszamy! Przemek, znamy się od wielu lat i to nie tylko na zasadzie zawodowej jako dziennikarz-kolarz, ale znamy się też prywatnie. Natomiast pierwszy raz rozmawiam z Tobą jako z byłym kolarzem. Zawsze byłeś zawodnikiem czy to Miche czy Lampre czy Team Emirates, a dzisiaj.. no niby do końca roku masz kontrakt, ale przestałeś być kolarzem. No tak, znamy się kopę lat. Naprawdę ten czas biegnie niesamowicie szybko, ale no tak, jestem już byłym kolarzem. Mogę to z czystym sumieniem powiedzieć, ale narazie dobrze mi z tym, nie narzekam jakoś na brak tej rozłąki z kolarstwem. W miarę wolnego czasu, w miarę pogody dalej siadam na rower, bo to jest moja pasja i na pewno prędko się to nie zmieni. Jakiś etap w moim życiu się zakończył. Coś nowego się zaczyna. Jestem na etapie planowania pomału swojej dalszej przyszłości, ale chciałbym, żeby to dalej było coś związanego z rowerami. Kiedy rozmawialiśmy wcześniej, na te słowa - "już nie będę kolarzem od stycznia" - zrobiłeś takie: "Ufff..". Czy to rzeczywiście jest tak? Czujesz tak? Powiem tak: jakby była taka możliwość.. chęci mam. Chęci dalej mam do ścigania, do treningów i wszystkich wyrzeczeń, które się z tym wiązały. Ale powiem szczerze - wyścigi kolarskie się tak bardzo zmieniły, że stały się uciążliwe i stwierdziłem, że to już chyba dobry moment na to, żeby zejść ze sceny. Przyglądać się teraz temu z boku, z drugiej strony ekranu. Jeden z kolarzy napisał niedawno, że dzisiejsze kolarstwo to jest czysty biznes. To znaczy co? Wolałeś być kolarzem niż biznesmenem? Ja absolutnie nie żałuję tego, że byłem kolarzem. Przeżyłem niesamowite momenty w swoim życiu, ale tak, kolarstwo się zmienia. Jest coraz większa presja, przede wszystkim na kolarzach wywierana, bo teraz nie jest już tak jak kiedyś: startujemy spokojnie, a pod koniec wyścigu zobaczymy jak będzie, tylko teraz jest: "Panowie.. od startu ten, ten i ten mają być gotowi do ucieczki, bo musi być kolarz w ucieczce, bo jest telewizja, jest reklama, która idzie na cały świat". I to jest taki marketing. Wszystko się wokół tego kręci. Kolarze muszą być widoczni cały etap, nie tylko na mecie, ale i od startu. Czy ta nowa rzeczywistość już do Ciebie dotarła? Czy jest tak, że budzisz się czasem rano i zastanawiasz się jaki wyścig, jaki trening trzeba zrobić, jaką pracę wykonać? Narazie nie mam z tym problemu, bo mam tyle rzeczy do zrobienia w domu i wokół niego. Staram się teraz właśnie nadrabiać wszystkie zaległości, których nie byłem w stanie zrobić za kariery, jak się ścigałem na rowerze. Wiecznie jakieś zgrupowania, wyjazdy. Teraz mam ciężko w ogóle wybrać się na rower. Jakbym chciał codziennie, to nie ma takiej opcji, bo jest tyle innych rzeczy do zrobienia, po prostu mają pierwszeństwo te rzeczy. Narazie, póki co, nie odczuwam tej rozłąki z kolarstwem. Zobaczymy w przyszłym roku jak to będzie. Pewnie do końca roku tak będzie, że każdy dzień będzie zajęty i na tę nudę nie będę narzekał. Czyli nie ma tak, że potrzebujesz kilku minut, żeby ustawić się w tej nowej rzeczywistości? Od razu w nią wpadłeś. Tak, myślę, że poszedłem za ciosem. Wróciłem z ostatniego wyścigu do domu i na drugi dzień już wiedziałem co mam robić. Do dnia dzisiejszego nie było takiego dnia, gdzie rano wstałem, chwyciłem się za głowę i mówię - co ja mam dzisiaj robić. Zawsze jest coś do zrobienia: czy w domu, czy z dziećmi, wokół domu. Gdzieś zajechać, coś pozałatwiać. Na chwilę obecną tak wygląda moje życie. Nadal jestem w tym ciągu robienia czegoś. Nie siedzie na kanapie przed telewizorem, tylko cały czas coś robię. Ile lat spędziłeś na rowerze? Na rowerze, odkąd zapisałem się do klubu, 25 lat. I przez ten czas właściwie miałeś wszystko poukładane. Właściwie wszystko było Ci, jak się to mówi, pod nos podane. Miałeś plan: miałeś plan treningów, wyścigów, miałeś kalendarz. Wiedziałeś co, w którym momencie trzeba zrobić. Sam sobie musiałeś spakować walizkę, ale bilety też Ci ktoś podawał. Miałeś jedzenie, miałeś ciuchy. Tego wszystkiego nagle zabraknie. Jak myślisz, jak się w tym odnajdziesz? Jedyne, tak przypuszczam, czego może mi brakować za jakiś czas to właśnie tych wyjazdów, bo przez te wszystkie lata byłem przyzwyczajony, że walizki w domu nie odstawiam na bok. Cały czas była zamykana i otwierana, pakowana. Cały czas był ten wyjazd, dom-lotnisko, lotnisko-dom. Narazie jakoś daję radę bez tego, ale może w przyszłości tych wyjazdów będzie mi brakować. Ale tak jak mówię, mam też inne rzeczy do zrobienia. Może jakoś postaram się ten czas zapełnić czymś innym. Jest życie prywatne przede wszystkim. Są dzieciaki. Chciałbym teraz więcej czasu poświęcić przede wszystkim dla dzieciaków, bo bywało tak, że widziałem je bardzo rzadko. I chcę po prostu teraz nadrobić te zaległości. Ten czas, którego nie mogłem poświęcić dla nich w latach poprzednich. Często jest tak, że kolarze, szczególnie jak mają małe dzieci w domu, mówią, że na wyścig jadą odpocząć.Ja tak mówię, choć wiadomo, że śmieję się przy tym, ale jechałem na wyścig się wyspać przede wszystkim. Bo jednak w domu tego spania nie ma tak dużo jakby się chciało, ale potem też człowiek wpada w jakiś rytm, rytuał. I dla mnie wstać codziennie o 6 rano to nie jest problem, nawet jak pójdę spać o północy. Dla mnie teraz czas wolny w ciągu dnia zaczyna się dopiero o 22, jak już dzieci pójdą spać i jest w domu cisza. Dopiero wtedy siadam przed telewizorem, oglądam swoje ulubione programy - ponagrywane oczywiście, bo nie było czasu obejrzeć go wcześniej. Więc tak jak mówię, mam te dwie godziny do północy dla siebie, potem idę spać i często jest tak, że o 6 rano już jestem na nogach, bo zaczyna się dzień. Trzeba dzieciaki porozwozić do szkoły, do przedszkola. Nie narzekam. Można z tym żyć, tylko wszystko kwestia przyzwyczajenie. A te ponagrywane programy to będą też wyścigi kolarskie? Czy to sobie odpuścisz? Też. Też są tam jakieś wyścigi ponagrywane, ale powiem szczerze - większość to są programy motoryzacyjne, bo jak wiecie, samochody to moja druga pasja, ale ostatnio przeglądałem całą listę nagranych programów i jakieś wyścigi, w których startowałem oczywiście też są ponagrywane. Na pewno przyjdzie czas, że do nich wrócę. Ale będziesz teraz, po zakończeniu kariery, dalej oglądał? Będziesz siedział przed telewizorem i oglądał wyścigi? Czy odpuścisz? Myślę, że tak, bo to jest moja pasja. Czy teraz Roberta Kubicę będziesz oglądał w Formule 1? Też, Formułę 1 oglądałem cały czas, nawet jak Roberta w niej nie było. Oglądałem praktycznie cały kalendarz, bo mnie to też bardzo interesuje, ale wyścigi będę dalej oglądał, bo podoba mi się to po prostu. Jak tylko będzie czas i będę miał możliwość to przejadę się na wyścig w roli kibica albo będę oglądał w telewizji. Na pewno nie ma u mnie czegoś takiego jak wstręt do kolarstwa, że nie mogę na to patrzeć. Cały czas to jest i na pewno przez jakiś czas jeszcze będzie. Mówiłeś mi kiedyś, że Beata czasami, kiedy jesteś już dłużej w domu mówi: Przemek wyjdź, pojedź na jakiś wyścig, bo zaczyna Cię nosić. Teraz Cie nie nosi? Nie narzeka Beata na to czasem? Myślę, że narazie nie, bo jest tyle rzeczy do zrobienia, tak jak mówiłem wcześniej, że narazie jestem jej potrzebny bardzo. Żeby też ją wyręczyć w pewnych sytuacjach. Jestem w tym domu już od jakiegoś czasu i narazie nie ma żadnych konfliktów, dogadujemy się. Narazie jest dobrze, a co będzie w przyszłości, to zobaczymy. Myślę, że będzie OK. Powiem Ci, że to jest pewien ewenement, bo jak rozmawiam z zawodnikami, którzy zakończyli karierę, to najczęściej właściwie słyszy się, że dosyć mam tego wyjeżdżania. Pamiętam jak Sylwek Szmyd mówił mi kiedyś, że dosyć ma tego otwierania i zamykania walizki, że właściwie to go męczy najbardziej. Nie jazda na rowerze, nie treningi, ale właśnie te ciągłe podróże. To ciągłe, tak jak mówię, pakowanie, rozpakowywanie, pakowanie, rozpakowywanie, itd. A Ty mówisz, że do tego być może będziesz tęsknił. Wiadomo, człowiek przyzwyczajony przez ostatnie prawie 20 lat jak mieszkałem we Włoszech, to tak moje życie wyglądało, że ja cały czas jeździłem tam i z powrotem. Trochę z tymi walizkami jeszcze pobędę, bo nie będzie definitywnego rozstania. Te wyjazdy myślę, że będą nadal, ale będą o wiele krótsze niż do tej pory. Ile masz rowerów w swojej kolekcji? W domu posiadam 12 rowerów i 15-20 walizek. Będziesz kupował nowe rowery, czy nie? Czy narazie wystarczy Ci to, co masz? Myślę, że nie. Narazie wystarczy to co mam. Każdy rower ma jakąś historię, także do każdego podchodzę z sentymentem i o każdym mogę coś ciekawego opowiedzieć. Któryś jest taki szczególny, do którego najchętniej wracasz? czasem podejdziesz, dotkniesz albo popatrzysz chwilę? Na pewno rower, na którym wygrałem etap na Vuelcie i ten sam rower, na którym startowałem na mistrzostwach świata, gdzie wygrał Michał Kwiatkowski. Ten rower wisi na honorowym miejscu i do niego mam największy sentyment. Mam rower, na którym osiągnąłem 6te miejsce na Giro d'Italia. Na nim akurat jeżdżę czasami, bo lubię na nim jeździć. Ostatni rower - Colnago - też fajny rower. Jego też darzę dużym sentymentem, bo to jest ostatni rower w mojej zawodowej karierze. A pierwszy masz? Pierwszy mam - replikę. Zrobiłem sobie jakieś 2-3 lata temu, dzięki pomocy trenera Karkoszki. Pozbierał gdzieś tam stare części i złożyliśmy replikę mojego pierwszego roweru z '94 roku. Wisi w domu na honorowym miejscu, tak, że jest nietykalny i niech sobie wisi, prawda? Jest taki pomnik, u mnie w domu na murze wisi. Przeżyłeś kilka dramatycznych momentów w swojej karierze. Przeżyłeś kilka bardzo poważnych kontuzji, ale myślę, że tym najbardziej traumatycznym momentem była śmierć Twojego bliskiego przyjaciela. Nie tylko lidera, ale zawsze mówiłeś o Michele Scarponim jako o przyjacielu. To był wstrząs. Tak, dla mnie to był.. nawet teraz jak rozmawiamy to mam gęsią skórkę, bo tak do tego tematu podchodzę, jest drażliwy, bo to naprawdę strata wielkiego przyjaciela. To była sytuacja taka, że ja wróciłem do domu cały połamany, bo się wywróciłem na wyścigu w Chorwacji. Miałem siedem złamań. Wróciłem do domu z wielkim bólem na całym ciele, bo tych złamań było sporo. Na drugi dzień rano dochodzi do mnie wiadomość, że Michele nie żyje. I przyjąłem to naprawdę.. Płakałem jak dziecko, powiem tak, płakałem jak dziecko w domu, bo z Michele przeżyłem naprawdę niesamowite chwile. Mogę powiedzieć - najpiękniejsze moje chwile w mojej karierze, bo 2 lata razem w Lampre jeździliśmy, byliśmy nie tylko kolegami klubowymi, ale i takimi przyjaciółmi. Jeździliśmy razem na zgrupowania, takie typowo wysokogórskie przed wielkimi tourami, które sam Michele płacił, bo było nas tylko trzech albo czterech kolarzy, nikogo więcej, bez drużyny. Także z Nim byłem związany nie tylko kolarsko, ale i poza. Był to dla mnie wielki dramat. Na pogrzebie nie mogłem być, bo byłem cały połamany. W tym roku dopiero przy okazji pobytu we Włoszech pojechałem do Jego żony, którą zresztą też bardzo dobrze znam. Odwiedziłem Ją, odwiedziłem Jego dzieciaki. Byłem w Jego prywatnym domu i Jego żona pokazała cały dom, wszystkie pokoje. I On żyje w tym domu ciągle? Tak, tak. W pokoju dzieci jest wielki plakat Michele, jak jedzie na rowerze. Nie wiem, może 3 metry na 2 metry - taki na całą ścianę. Dzieci normalnie się tam bawią i widzą Michele na plakacie, także On tam cały czas jest i jakoś sobie dają radę. Dla nas wszystkich, co z Nim byliśmy związani, to była wielka strata. Ja pamiętam taki moment - i myślę, że to też był jeden z takich chyba fajniejszych momentów w Twojej karierze, jak spotkaliśmy się na Giro del Trentino, jak zacząłeś jeździć w Lampre, jak pracowałeś dla Michele. To był etap do Madonna di Campiglio bodajże. I był ten ostatni podjazd, kiedy Ty doprowadziłeś Michele na pozycję, puściłeś korby, i poźniej dojechałeś do mety i powiedziałeś mi: wreszcie. Wreszcie jestem wolny. Mam swoje konkretne zadania. To był ten moment kiedy do World Touru wszedłeś i to był chyba też jeden z najważniejszych momentów. Poczułeś się psychicznie wtedy zupełnie inaczej.Tak, bo swoje ambicje z lat poprzednich odłożyłem na bok, o zwycięstwie czy coś. W mojej głowie było tylko i wyłącznie to, żeby pomagać Michele, bo takie zostały mi powierzone zadania przez ekipę. Myślę, że z tego się wywiązałem w 100 procentach. Było właśnie to Trentino, które Michele wygrał. Potem przyszło Giro. W latach kolejnych też dużo Mu pomagałem. Myślę, że z całej mojej pracy, którą wykonałem dla Michele mogę być zadowolony, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobiłem ją dobrze i absolutnie nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że coś poszło nie tak. A jakbym Mu nie pomagał - może bym coś na siebie ugrał, ale to nie o to chodziło, bo ja byłem właśnie rozliczany za pomoc dla Michele i to starałem się robić najlepiej jak potrafiłem. Przemek, co dalej? Już wiesz? Czy czekasz teraz sobie spokojnie do końca roku? Jeszcze ta wypłata przychodzi do końca roku, jeszcze jesteś kolarzem, masz kontrakt. A co dalej, już wiesz? Czy to się wszystko jeszcze narazie ustala, układa? Jestem na etapie organizowania czegoś, bo wiadomo - jakieś zajęcie sobie muszę znaleźć, bo coś chcę dalej robić. Pomału po głowie chodzą mi już jakieś pomysły, tak jak mówiłem, chciałbym w tym kolarstwie zostać. Jeszcze nie wiem w jakiej roli, czy jaką funkcję pełnić, ale będę starał się robić tak, żeby być. Mieć styczność z tym rowerem nadal. Żeby robić zupełnie co innego - to jakoś nie bardzo mnie interesuje. Czekam teraz, rozmawiam z ludźmi i zobaczymy co z tego wyniknie. Też nie chcę iść w jakiś zastój na zbyt długo, bo ludzie zapominają potem szybko.. i nie chcę zostać zapomniany. Chcę iść za ciosem i dalej, w jakiejś innej funkcji, coś dalej robić. Mam nadzieję, że ta nasza rozmowa też w tym pomoże - żebyś nie był zapomniany. Fajnie by było, dzięki wielkie. Dzięki wielkie Przemek. Chcemy, żeby nasi goście dzielili się z Wami także swoimi doświadczeniami, swoimi patentami. Przemek, taki Twój patent zawodowca? Przez 2 lata ścigałem się z Alessandro Petacchim w drużynie i któregoś dnia, po jakimś górskim etapie, gdzie było dużo zjazdów, może miałem jakiś słabszy dzień i trochę mi nie szło na tych zjazdach, taką radę mi dał Alessandro jako sprinter, który na zjazdach też sobie dobrze radzi, doradził mi, żeby na zjazdach starać się obciążać bardziej przednią oś roweru. Wtedy w zakręt można wejść szybciej i mniejsze ryzyko uślizgu jest tego przedniego koła. Od tego dnia zacząłem stosować tą technikę i do dnia dzisiejszego ją stosuję i sprawdza się. Gdy ciało bardziej jest pochylone, na tym przednim kole, na zjazdach, wtedy ten rower lepiej skręca i lepiej się prowadzi. Rozmawialiśmy o Twoim patencie, ale inni kolarze też mają swoje patenty. Powiedz jak to jest z Manuele Morim? Tak, w ekipie UAE jest kolarz włoski - Manuele Mori, mój dobry przyjaciel. On ma taki patent, że ma hamulce pozamieniane. Po prostu prawa klamka hamuje przednie koło, nie tylne. I raz miał taki przypadek, że jego rower padł na wyścigu, poprosił o zmianę roweru. Mechanik dał mu go w pośpiechu. Okazało się, że niestety nie był to jego rower zapasowy, tylko podobny, kogoś innego, w którym były normalne hamulce. No i po paru kilometrach skończyło się tym, że Manuele skończył na asfalcie, bo po prostu rower zahamował nie tak, jak on tego oczekiwał. Zahamował normalnie, ale on do tego nie jest przyzwyczajony. Także jego patent to właśnie pozamieniane hamulce, z tym się ściga cały czas. I nikt nie wie dlaczego. Cieżko wytłumaczyć. Przemek Niemiec zawsze był bardzo odważny jako kolarz i też odważnie zgodził się być naszym pierwszym rozmówcą w Veloart TV. Przemek, dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Dziękuję również. Mam nadzieję, że w kolejnych rozmowach będzie równie ciekawie. Goście będą na pewno interesujący, także dziękuję Wam za dziś i zapraszam do oglądania naszych kolejnych wywiadów na Veloart TV.

 

Podziel się